XXX Kaszubska Pielgrzymka z Helu na Jasną Górę i do Levoca

Nie mając planu na wakacje postanowiłam pójść na Kaszubską Pielgrzymkę. 28 lipca br. ze spakowaną walizką pojechałam do Sianowa, by tam dołączyć do pątników.

Przez pierwszych kilkanaście dni szło mi się bardzo dobrze, nogi nie bolały, nie miałam pęcherzy. Któregoś dnia, gdy dochodziliśmy do Torunia nogi odmówiły posłuszeństwa. Był to mój szósty dzień pielgrzymowania. Czułam wówczas zmęczenie. Do tego codzienne wczesne pobudki dały mi się we znaki. Za Toruniem

miało być jeszcze trudniej. Kolejne odcinki były coraz dłuższe. Mimo trudu, gdy dochodziliśmy do miejsca naszego postoju czułam radość z przejścia kolejnego odcinka. Gdy było coraz bliżej Jasnej Góry nie odczuwałam zmęczenia. Byłam pełna energii i radości, że dochodziłam samodzielnie do celu i szczęśliwa, że to jeszcze nie koniec pielgrzymki.

Dni po Częstochowie nie należały do łatwych, jednak z pomocą „sióstr” i

„braci”, a także dzięki modlitwom i śpiewom jakie towarzyszyły mi na trasie każdy krok był łatwiejszy.

Sanktuarium na Krzeptówkach wywarło na mnie duże wrażenie, a widok gór sprawił satysfakcję, że przeszłam całą Polskę. Także na Słowacji spotkaliśmy się z wielką gościnnością, gdy dochodziliśmy do Levoca wszyscy odczuwaliśmy wielką radość.

Podczas mszy świętej dziękowaliśmy księdzu Janowi Perszonowi za trud jaki włożył w organizację pielgrzymki. Późnym popołudniem wyruszyliśmy w drogę powrotną.

Nie jednemu z nas zakręciła się łezka w oku na myśl, że to już koniec

29 – dniowej pielgrzymki i że czas wrócić do codziennej rzeczywistości.

(wrzesień 2011 r.) Tekst i fot. : Lucyna Kunikowska

kl.III Gimnazjum