Z Joanną Groth- nauczycielką biologii, chemii, fizyki, techniki, plastyki, laureatką II miejsca na najlepszego nauczyciela Pomorza w plebiscycie Szkoła Pomorza, pomysłodawczynią wieczorów i nocy naukowych, organizatorką wycieczek edukacyjnych, koordynatorką projektów: „Za rękę z Einsteinem”, „Nakręć się na Szwecję z klasą”, wychowawczynią i poetką pracującą w Zespole Szkół w Czeczewie oraz Gimnazjum Katolickim w Kartuzach, obchodzącą Jubileusz 30- lecia pracy zawodowej, rozmawiały: Zuzanna Trzebiatowska, Olga Klebba

Co sprawiło, że wybrała Pani ten zawód?    
– Od dziecka miałam styczność z zawodem nauczyciela, moja mama też jest nauczycielką. Miałam marzenie by zostać albo lekarzem albo nauczycielem. Być może byłabym niezłym lekarzem, ale jestem mam nadzieję, dobrym nauczycielem. Mogę więc powiedzieć, że spełniły się moje marzenia.
Uczniowie bardzo Panią lubią i podziwiają. Czy praca w szkole daje Pani dużo satysfakcji i dlaczego?
– Jestem człowiekiem szczęśliwym. Wykonuję wymarzony zawód, który daje mi bardzo dużo  satysfakcji. Ja po prostu robię to, co kocham. Szkoła to moje życie.  
Co jest najważniejsze w pracy nauczyciela?
– Najważniejsza, według mnie jest umiejętność słuchania. Można wyuczyć się zawodu, jak rzemiosła, metodyka to nie wszystko. Trzeba mieć to coś, co pozwoli w każdym dostrzec dobro i nawiązać nić porozumienia. Dobry nauczyciel powinien być nie tylko mistrzem, ale i przyjacielem. Mam nadzieję, że po trosze udaje mi się być takim właśnie pedagogiem.
Jest Pani kobietą o wielorakich zainteresowaniach. Co Pani sprawia największą radość?
– Radość sprawia mi wiele rzeczy. Lubię pisać wiersze, malować, wykonywać rękodzieło artystyczne. Ale najbardziej wciągnęła mnie praca. Uwielbiam podejmować nowe wyzwania, wymyślać różne zajęcia dla młodzieży. Najbardziej cieszy mnie to, że uczniowie chętnie w tych zajęciach biorą udział, pomagają w ich przygotowaniu. Sami proponują rozmaite ciekawe rozwiązania, w ten sposób włączając się w proces dydaktyczny. Problemem jest wręcz nadmiar chętnych, a nie ich brak. Jedynie mnie czasami brakuje sił, by to wszystko zrealizować. Ale na moich uczniów nie mogę narzekać, zawsze w takich sytuacjach są dla mnie wyrozumiali.

Jakie były najpiękniejsze podziękowania, które otrzymała Pani od uczniów?
– Trudno takie wybrać. Każde podziękowanie, czy teraz czy dawniej, jest bardzo ważne, zarówno dla mnie jak i dla dziękującego. Wielkim podziękowaniem za wszystkie lata pracy, było głosowanie w plebiscycie na Nauczyciela Pomorza. Zarówno Czeczewo, jak i Katolik, to przecież małe szkoły. Wygrałam w Powiecie, a w województwie pomorskim zdobyłam II miejsce. To wielkie wyróżnienie zarówno dla mnie, jak i dla szkół w których uczę. Wiem, że głosowali zarówno obecni uczniowie, jak i absolwenci. Całe rodziny. Także miłośnicy mojej poezji. Dziękuję wszystkim głosującym.
Bardzo budujące są spotkania po latach, gdy uczniowie potwierdzają, że dobrze sobie poradzili w wybranych przez siebie szkołach i w dalszym życiu. Zdarzyło się, że jeden z moich wychowanków, notabene z Czeczewa, oznajmił mi po latach, że dziękuje za dwójki i trójki z chemii i fizyki. Powiedział „Pani to wymagała, ale dzięki temu w szkole średniej byłem uczniem czwórkowym z tych przedmiotów”. To jest podziękowanie.
W sekrecie powiem Wam, że dwie mamy moich wychowanków z Czeczewa, uczyłam w Kolbudach na początku mojej nauczycielskiej drogi. Ja ich nie poznałam, bo przecież minęło 30 lat, ale One same mi o tym przypomniały.
Zdarzały mi się również podziękowania niecodzienne.
Jedna z uczennic naszego gimnazjum, w wypracowaniu z języka polskiego na temat „Mój ideał, wzór do naśladowania …” wypowiedziała się na mój temat. To była piękna i wzruszająca opinia, chociaż do ideału jeszcze mi daleko.
Także pewna kartkówka z biologii przejdzie do historii. Podyktowałam pytania o stawonogach (owady, pajęczaki i tym podobne…), uczniowie pisali grzecznie 15 minut, po czym wszyscy jak na komendę oddali prace. Poprosili, żebym je od razu sprawdziła. Jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast odpowiedzi na zadane pytania, na wszystkich kartkach pojawiły się życzenia, podziękowania, słodkie rysuneczki. Dla takich chwil warto znieść wszelkie niedogodności nauczycielskiego zawodu. Chociaż Ja takich nie widzę.  
Jednakże najprzyjemniejsze są podziękowania przygotowane przez wychowanków samodzielnie. Na przykład zdjęcie z wycieczki oprawione w ramkę i podpisane przez uczniów. Albo album ze zdjęciami ze wszystkich wspólnie spędzonych szkolnych lat. To jest to, do czego zawsze można zajrzeć. Wrócić wspomnieniami do minionych lat, uronić łezkę.
Pani mistrzowie?
– Mistrzowie. Trochę ich powinnam wymienić.
Pierwszym moim mistrzem była moja mama. Elżbieta Maria Laskowska, także nauczyciel z pasją, która w szkole spędzała więcej czasu, niż w domu. Poetka, malarka, twórca ludowy. Jakże Ja wtedy zazdrościłam dzieciakom, którzy mieli z nią zajęcia. Dzisiaj Ja robię to samo, a mój syn Kamil, żeby być współuczestnikiem maminych poczynań, poszedł do Katolika.
W podstawówce trafiłam na wspaniałych pedagogów. Największy wpływ na wybór kierunku mojej nauki miała pani od biologii. Pani Genowefa Droszyńska, wspaniały nauczyciel. To ona pozwoliła mi rozwinąć skrzydła. W tamtych czasach najwyższą oceną była piątka, więc nigdy nie zapomnę sprawdzianu za który otrzymałam pięć z plusem i z wykrzyknikiem. Mam go do dzisiaj.
W liceum, I LO im. Mikołaja Kopernika, moim wzorem był mój wychowawca, nauczyciel chemii, profesor Witold Noetzel. Wtedy wiedziałam już, że jeśli w przyszłości będę wychowawcą, to właśnie takim jak on. Jak ojciec – kochający, ale wymagający.
W moim rozwoju artystycznym było też kilka bardzo ważnych postaci. Jako 10-latka spotkałam zespół poezji śpiewanej, dzięki któremu zakochałam się nie tylko w poezji, ale i w muzyce. Po latach dane mi było spotkać jednego z członków tego zespołu, poetę i kompozytora, który dzisiaj jest moim pracodawcą. To dyrektor Jerzy Stachurski. Dziękuję.  
Moja mama. Osoba bardzo ważna, bo przecież była pierwszą, ale najsurowszą recenzentką moich poetyckich prób. Dużo później, pani Maria Aulich, która podszlifowała moje umiejętności poetyckie. Jestem im bardzo wdzięczna.
Pewnie mogłabym wymienić o wiele więcej osób, ale nie chcę Was zanudzić. Ważna jest każda osoba, którą spotykamy na naszej drodze. Nic nie dzieje się przecież bez przyczyny. Od każdego można się uczyć. Także Wy, moi kochani uczniowie, wspólnie ze swoimi rodzicami, wiele mnie nauczyliście przez te wszystkie lata.
Czy ma Pani coś do przekazania uczniom naszej szkoły?
– Moim wychowankom zawsze powtarzam, by żyli z pasją, bez względu na zawód jaki będą w przyszłości wykonywać. I najważniejsze, by się szanowali, bo każdy zasługuje na szacunek. Nie ważny jest wiek, wykształcenie, stanowisko czy zamożność. Ani wykonywana praca. Jeśli Ty będziesz ludzi szanował, oni też Cię uszanują.
Dziękuję. Dziękuję mojej mamie, moim mistrzom i wszystkim, których na swej drodze spotkałam. Dziękuję wszystkim moim uczniom oraz ich rodzicom, bo to przecież także Wasze święto. Gdyby nie Wy, nie byłoby mnie tu dzisiaj.
Dziękuję Zuzi i Oldze za rozmowę, a panu Grzegorzowi za czuwanie nad całością. Chociaż muszę przyznać, że był to najtrudniejszy z wywiadów, jakiego dotychczas udzieliłam, a parę ich było. Dziewczyny, byłyście wspaniałe. Dziękuję.

Bardzo dziękujemy za udzielenie wywiadu.