Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił.

 

Ten cytat nasuwa się sam, kiedy wspomina się czas drugiej wojny światowej, a zwłaszcza jej najbardziej zdehumanizowane oblicze, jakim były bez wszelkich wątpliwości niemieckie obozy koncentracyjne. Człowiek był w stanie, jak się okazuje, upodlić drugiego człowieka do takiego stopnia, który wydaje się nam dzisiaj zupełnie nie do pomyślenia. Ale żyjemy teraz w zupełnie innej rzeczywiści. Żyjemy na początku XXI wieku. W najbardziej niezwykłym w dziejach Polski okresie, okresie, w którym większość Polaków nie zna rzeczywistości wojny.

Dlatego właśnie tak trudno nam sobie uzmysłowić, co przeżywali ci ludzie, którzy byli pędzeni przez swoich oprawców w mroźne, zimowe dni lutego 1945 roku, siedemdziesiąt pięć lat temu. Aby tego choć w najmniejszym stopniu doświadczyć, potrzebujemy takich przedstawień jak to, które oglądaliśmy 2 lutego 2020 w Pomieczynie, w czasie obchodów Dnia Pamięci Marszu Śmierci. Obecna tam była delegacja Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Czeczewie, która złożyła kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym wszystkich tych, którzy w czasie tamtych straszliwych dni stracili życie.

Przedstawienie „Pomieczyno in memoriam”, przygotowane przez miejscowych aktorów w reżyserii Jerzego Stachurskiego, na długo zapadnie w pamięć wszystkim tym, którzy mieli przywilej oglądania go na żywo w pomieczyńskim kościele. Przez chwilę mieliśmy okazję obcować na żywo z bestialstwem wojny, o którym jedynie możemy na co dzień poczytać w książkach historycznych. Bohaterami byli zwykli ludzie. Ludzie, którzy mieli swoje rodziny, domy, marzenia, których wiara i przekonania zostały wystawione na bolesną próbę.

Tak się działo, ponieważ dobrzy ludzie postanowili nie robić nic. W obawie o swoje życie, o życie swoich bliskich – niezależnie od ich motywacji – postanowili nie zrobić nic, by zapobiec wojnie.

Takie działanie – albo brak działania – odniosło skutek.  Wybuchła druga wojna światowa. Obozy koncentracyjne zostały wybudowane. Potem postawiono w nich piece krematoryjne i zaczęto na masową skalę mordować ludzi. Przemysłowo. Ludzkie życie przestało mieć jakąkolwiek wartość. Traktowano więźniów gorzej, niż bydło w klatkach. Przepędzano w zimowe dni w cienkich obozowych pasiakach przez kaszubskie wsie pod terrorem niemieckich karabinów maszynowych.

I wtedy właśnie dobrzy ludzie postanowili, że zaczną coś robić. Postanowili, że będą tym maltretowanym, przepędzanym więźniom pomagać, jak tylko będą w stanie. Karmili ich, poili, a nawet pomagali w ucieczce, pod groźbą natychmiastowej śmierci. Wyciągali ich z kolumn na całej drodze przemarszu przez Kaszuby. I chociaż nie byli w stanie zmienić rzeczywistości, w której przyszło im żyć, w tych ramach, w których przyszło im działać, zrobili więcej, niż komukolwiek mogłoby przyjść do głowy.

Dlatego właśnie wspomnienia takie jak obchody w Pomieczynie są tak ważne w edukacji młodych pokoleń. Musimy przekazać im tę ważną lekcję, że jednak warto jest robić coś, bo jeśli dobrzy ludzie jednak będą działać, zło nie zatriumfuje.

Teraz oczywiście trudno nam sobie wyobrazić, by mogło znowu dojść do podobnych wydarzeń, jak siedemdziesiąt pięć lat temu. Jednak i dla ludzi żyjących w tamtych czasach wydawało się to równie niemożliwe. Należy pamiętać, jak niewiele trzeba, by upodlić drugiego człowieka, nie tylko uczynkiem, ale także słownym atakiem, obmową, fałszywym świadectwem. Należy mieć świadomość, że niezwykle łatwo jest przekroczyć granicę, za którą jest już takie zło, jakie zatriumfowało w czasie drugiej wojny światowej.

Pomagajmy. Nie niszczmy życia drugiego człowieka. Wybór jest naprawdę prosty.

 Arkadiusz Domaros

Foto: Anna Adamczyk